Zwykliśmy się chwalić swoimi
pracami a o tych nieudanych wolimy nie wspominać. Dlaczego ? Nie od razu przecież
powstają idealne prace, niejednokrotnie je poprawiamy, a czasami zupełnie nie
nadają się do prezentacji. Zanim nauczyłam się piec ciasta, niejedno wylądowało
w koszu na śmieci. Nawet teraz po wielu latach w kuchni przytrafiają mi się
sporadycznie zakalce.
Postanowiłam zaprezentować moje decoupage’owe
wpadki. Może ktoś doradzi, wskaże gdzie popełniłam błędy. Byłoby miło otrzymać
konstruktywne wskazówki. Liczę na to.
Mam w planach wykonanie ikony, a
nawet rozpoczęłam już drobne prace szlifierskie. Materiał do jej wykonania
pozyskałam ze starej swojej pracy, której nie mogę już pokazać, ponieważ zanim
postanowiłam wspomnieć o moich decouage’owych wpadkach, zdarłam wcześniej
ozdobioną powierzchnię. Nie mam coś szczęścia do ikon, deska na której teraz
pracuję miała na brzegach kawałki kory, niestety zaatakowały je spuszczele lub
korniki, i na półce na której stała pojawiało się coraz więcej drzewnego pyłu.
Nastał czas na przeróbki.
Ikona, która okazała się
nieudanym wytworem i zyskała miano decoupage’owej wpadki, została przeze mnie
wykonana cztery lata temu. Niedawno odkryłam, że przyklejone motywy zaczynają odchodzić
od pozłoconej powierzchni, to samo zresztą spotkało poprzednią ikonę. Szczerze
mówiąc nie wiem co zrobiłam niewłaściwie. Zastanawiam się czy nie pomyliłam
kleju do decoupage z werniksem przyklejając motyw, ponieważ były one w identycznych
słoiczkach. Zaczęłam już odrywać motyw, ale wpadłam na pomysł pokazania jej Wam, przez co wygląda jeszcze biedniej.
Przedstawię pokrótce sposób w
jaki wykonałam tą ikonę. Powierzchnię ikony przyciemniłam bitumem, do przyklejenia
złoceń ( miedzianych J)
użyłam kleju do złoceń firmy Pelikan. Następnie nakleiłam wybrane motywy.
Całość pomalowałam werniksem postarzającym, a następnie werniksem pękającym
Renesens. Spękania wypełniłam bitumem. Wszystkich preparatów użyłam zgodnie z
zaleceniami producentów.
Przyjrzyjcie się proszę, chętnie
wysłucham cennych uwag.
Jutro wcześnie rano wyjeżdżam
oddawać się mojej górskiej pasji, może jak wrócę będą na mnie czekały
podpowiedzi J
Do zobaczenia.
Spodobało Ci się? Zostaw proszę komentarz. Udostępnij dalej! Swoim poleceniem wywołasz mój uśmiech.
Nie znam się na ikonach, ale w twoim opisie brakuje mi lakieru do złoceń po ich nałożeniu, przed motywem. Był? Czy motyw od razu na złocenia?
OdpowiedzUsuńA w ogóle spróbowałabym tak: najpierw bejca (bitum może nie być dobrym tłem dla złoceń pod względem przyczepności), motyw, klej do złoceń wokół motywu, złocenia, lakier do złoceń, bitum, werniksy...
Fajnie ci popękało to wszystko, a jeśli ją robiłaś 4 lata temu, to może ze starości zaczęło odchodzić ;)
Z nieba mi spadłaś :) Ha, jakoś nie pomyślałam, że do złoceń musi byś specjalny lakier. Spróbuję według Twojej podpowiedzi, jak już kupię lakier do złoceń:) Bardzo serdecznie Ci dziękuję za konstruktywne uwagi i za to, że Ci się chciało :) Na razie będę udawać, że podchodziło ze starości a nie z braku umiejętności, choć uczciwość nakazuje skłaniać się ku tej drugiej opcji :)
OdpowiedzUsuńNo musi być jakiś, albo specjalny, albo poli, albo spirytusowy... Różne stosowane są, byle nie wodny.
OdpowiedzUsuńBo złocenia będą się utleniać. Nie wiem czy to rozwiąże sprawę, bo tu bardziej o przyczepność chodzi...
A wiesz, jak odchodzi ze starości to tylko się cieszyć, że mamy antyka :)
A oderwać jeszcze bardziej papierem ściernym!, Hi, hi ;D
UsuńIkona na razie leży i czeka, podchodzę do niej jak do jeża. Musi nabrać mocy prawnej. Zresztą tą, którą pokazałam rzeczywiście czeka papier ścierny :) Mam jeszcze jedną już obskrobaną :)
Usuń